Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Wersja do druku
Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Erinys Role-Play
Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Wersja do druku

+- Erinys Role-Play (http://erinysrp.c0.pl)
+-- Dział: Hyde-Park (/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Dział: Gry i zabawy (/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Wątek: Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! (/showthread.php?tid=174)



Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Pajak - 10-06-2014 09:29 PM

Dobra witam wszystkich w szczególności Nanaka! W tym wyjątkowym dniu nasz obślizgły naćpany łysy ślimak Nanak obchodzi swoje urodziny. Nigdy nie spodziewałem się, że ślimaki dożywają 17 lat. Jednak z tego co widać ten jest wyjątkowy.

Dobra zasady gry są takie.
1. Oceniamy życzenia urodzinowe dla Nanaka, które złożył poprzednik
2. Wpierdalamy swoje jakże ambitne życzenia.
3. Gra nie jest ważna tylko dzisiaj możemy grać do znudzenia.
4. Nanak też może grać.
5. Można wstawiać zdjęcia, filmy, itp. itd.

Więc ja zaczynam.

Ekhm... Stooo laaat Nanaku! Big Grin <Wznosi kielon do góry>


RE: Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Youacz - 10-06-2014 09:31 PM

Chujowe 9/11 BTW nienawidzę piosenki "sto lat"

Wszystkie najlepszego, rudych dziewic, rudych bród, rudych włosów, rudych łonowców i wszystkiego rudego.


RE: Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Nanak - 10-06-2014 09:57 PM

Miło, że ktoś mi osłodził ten niezbyt udany dzień. Akurat w ten jakże wyjątkowy dzień niestety ludzie postanowili mi zepsuć humor. Długo by opowiadać. Do tego ni kszty alkoholu. Ale się nie przejmuje! Wrogom pokazuje środkowy palec, zaś przyjaciołom wskazuje murek, na którym będziemy wspólnie pić i palić co popadnie. Rodzinka zaczyna przysyłać pieniądze, moje konto stopniowo przybiera na wadzę. Co to się będzie działo w ten weekend! Aż szkoda, że to tylko 2 i pół dnia na celebrowanie takiego pretekstu do najebania w trzy dupy. Aż szkoda, że i wy nie możecie tam być ze mną i wypić po okazjonalnym pół litra. Cóż, mogę was jedynie prosić o powodzenia, zarówno w oczekiwaniu, jak przeżyciu imprezy. I rzecz jasna dziękuje za wszystkie życzenia, zarówno te, które dostałem i te, które być może jeszcze dostanę.


RE: Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Nanak - 10-08-2016 06:50 PM

Czemu mi się wydawało, że rok temu na moje 18 urodziny pisałem coś pod tym tematem?... xD
Spokojnie się zrobiło, jednak nie narzekam na to, wręcz przeciwnie. Trochę tak jakbym dorastać zaczął, choć w dalszym ciągu po maszynkę do golenia sięgam zwykle raz na miesiąc, no, chyba, że chodzi o pachy albo jajca. No i co mamo, nie palę, nie pije, dbam o siebie, może się nie katuje crosfiutami, ale rower jest codziennym obowiązkiem. W sumie ciężko, by nim nie był, skoro nie garnąłem się jeszcze do robienia prawa jazdy? Ustąpiłem pierwszeństwa siostrze, pierwszy zebrany fundusz trafił do niej, następnym zaopiekuje się ja. Wakacje wydają się dobrą porą na naukę jazdy, bo teraz rozkręca mi się nauka w klasie maturalnej. Przeraża mnie nieco matura, wiem, że wciąż za mało się staram, choć jest ze mną dużo, dużo lepiej, nie tylko w szkole. Ułożyłem się, ale przede wszystkim stałem się postrzegany jako bardziej ułożony, przynajmniej przez moich rówieśników. Dla was pozostanę nierozgarniętym rudzielcem, który będzie starał się śmieszkować czasem na konfie, nawet, jeśli nie piszemy już tak często. Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają, pozostał we mnie zalążek starego Nanaka, skoro bawię się sztuczną pochwą xD Niech tak pozostanie. Życzcie mi zdrowia, bo stary tryb życia zawsze może odbić się echem, powodzenia w nauce, bym doczłapał się do tych studiów i zaczął kroić małe kotki, pieniędzy, bo bez nich we wszystkim ciężko, choćby ze studiami, gdy tylko pomyślę, że będę musiał pracować i znajdować czas na ogrom nauki... I dużo szczęścia. Tego samego życzę wam, wypije po cichu za was, bo chyba mam piwo w lodówce.


RE: Złóż życzenia urodzinowe Nanakowi! - Nanak - 10-06-2017 01:05 AM

Godzina 00:07, nie chce mi się specjalnie spać, więc złożę kolejny raport z minionego roku, zrobię rachunek sumienia, może sam wyciągnę z niego jakąś naukę?
Jakaś nauka w końcu by mi się przydała, bo od kiedy skończyłem liceum, to właściwie niczego szczególnego nie dokonałem, przez krótki okres czasu pracowałem, to na targu z warzywami i owocami, to roznosząc ulotki po skrzynkach, ale nie u siebie, tylko w Warszawie. Czy miałem inne wyjście? Teoretycznie tak, ale żyję w regionie o skrajnym wskaźniku bezrobocia, a jedyną pracą dostępną dla ludzi bez fachu w rękach było ślęczenie za kasą za dwa koła. Nie mogę powiedzieć, bym w stolicy zarobił wiele więcej, ale specjalnie się nie narobiłem. Z jednej strony cenię swoją niezależność (bardzo szeroko pojmowaną), ale czułem pewną satysfakcję z pracy, nie z zarobków, nie z tego, co wnoszę dla świata tą pracą, z pracy samej w sobie. Szczególnie to poczułem, gdy po dłuższym okresie siedzenia na dupie w domu, żyjąc ze swoich skromnych oszczędności, miałem okazję pracować przy przerzucaniu węgla dla bloku, w którym mieszkam. Tymczasowo to jedyna praca zarobkowa jakiej mogłem się podjąć, bo przez drobny wypadek moje dokumenty znalazły się za granicą; był w Polszy ojciec, spędził trochę czasu z córką, z synem i wrócił do siebie, pakując się zgarnął moje spodnie, a w nich dowód osobisty i karta płatnicza. Myślę jednak, że warto coś więcej powiedzieć o tygodniu spędzonym z własnym tatą, tym bardziej, że taką przyjemność mam raz, dwa razy do roku.
Swoim przyjazdem zupełnie mnie zaskoczył i wyrwał, przynajmniej tymczasowo, z piwnicznego trybu życia, umyłem się, zjadłem coś, posprzątałem chałupę i wróciłem do świata żywych. To chyba jednak wynik presji, jaką nakładała na mnie sama jego obecność, mniejsza z tym. Mój tata mieszka w Anglii od 13 lat i chcąc nie chcąc nasza relacja nie jest idealna, na pewno nie taka, jakiej by sobie życzył. Czasem mam wrażenie, że tego nie rozumie, że ciężko jest mi go traktować tak, jakbym miał z nim styczność na co dzień, ale pruję się o to, wiem, że jest osobą dość emocjonalną. Widzę w nim przyjaciela i idealnego partnera do rozmów, ale niekoniecznie ojca. Bywa nawet niedojrzały, ale jest przy tym bardzo inteligentny i potrafi mnie przekonać do wielu swoich racji. Wierzę w to, bo przekonał mnie do czegoś, czego bym się sam w życiu nie spodziewał - do wstąpienia do wojska! Rudy, piwniczny pierdziel w mundurze, to będzie zabawne... chyba będzie. Nie wiem, to chyba ta wizja emerytury MONowskiej mnie skłoniła xD Rozmów na ten temat było sporo, ale tak czy inaczej nawet nie pojadę do WKU, póki nie mam swojego dowodu osobistego, mam jeszcze czas na życie w taki sposób, w jaki wydawało mi się, że chciałem żyć, ale im dłużej siedzę na dupie, tym bardziej myśl wojskowej dyscypliny mnie interesuje.
No, ale nim dotrę do końca, do momentu, w którym postanowiłem wejść na to forum, spróbuję co nieco odgrzebać z nieco dalszej przeszłości.

Ostatnie miesiące roku 2016 były dość energiczne, pełne porannych ćwiczeń i codziennej jazdy na rowerze, nieważne czy to deszcz, śnieg czy kurwa tornado, 4:30 i sio z wyrka, bo trzeba zapierdalać. Czas na odpoczynek był w szkole, zwykle na 3, 4 godzinie lekcyjnej miałem w zwyczaju niemal podsypiać. Czas intensywnych ćwiczeń wiązał się również z intensywną dietą, która na przełomie listopada i grudnia przeszła diametralną zmianę, w momencie, gdy przeskoczyłem na HFLC (high fat low carb). Waga spadała, samopoczucie się poprawiało, chęć podtrzymania takiego stanu była spora. Sparzony ostatnimi, niemiłymi wrażeniami z alkoholem przygotowałem postanowienie noworoczne: ROK BEZ ALKOHOLU. Postanowienie dość odważne i rewolucyjne, zważając na fakt, że dotychczas lubiłem pić alkohol w niemałych ilościach, tym bardziej nie dziwiły mnie reakcje znajomych, którzy nie dawali mi większych szans. Dariusz wybuchł śmiechem, mama po prostu milczała, inny koledzy zawiedzeni, chociaż nie tak mocno, bo wydaje mi się, że też przewidywali najwyżej miesiąc bez picia ze mną. Taki chuj, po pierwszych paru dniach nowego roku straciłem fizyczny pociąg i na tym był teoretycznie koniec mojej walki. Głównym problemem alkoholowym jest czynnik społeczny, który cię do niego nakłania. Pod koniec stycznia wypadała mi studniówka, a jak studniówka, to i alkohol, nie? Nazywam to pierwszym sprawdzianem, który z trudem, ale zdałem. Miło jednak było mi słyszeć słowa podziwu wobec mojej postawy, nawet, jeśli niektórzy odchodzili ode mnie z kieliszkiem nieco naburmuszeni. Nie mogę niestety powiedzieć, że bawiłem się wybitnie, bo jeszcze nie byłem nauczony bawić się bez alkoholu. Nie było jednak wcale tak źle, no tak średnio bym powiedział. Przetrwałem studniówkę bez alkoholu, więc co, miałem się później poddać przez dużo bardziej błahe powody? Mowy nie ma!

I tak trwałem w abstynencji, choć ta zdecydowanie odbiła się na moim życiu towarzyskim, w cale nie twierdzę, że to źle, bo poddała weryfikacji moich znajomych. Dariusz to Dariusz, kontakt między nami już chyba pozostanie do czasu, aż któryś z nas nie umrze, choć wcześniej praktycznie zawsze piliśmy, teraz potrafi też ze mną spędzać czas o suchym pysku. Kolega, z którym chodziłem do klasy w liceum, czy też już przyjaciel, Bartłomiej, lubi wypić dobre piwo, ale wcale nie lubi się upijać, nigdy razem prywatnie nie piliśmy, a mimo to potrafimy ze sobą spędzać sporo czasu; to chyba jedyny kontakt z liceum, który mi się ostanie. Jest paru znajomych, z którymi potrafię przystanąć i pogadać, a potem znowu stracić kontakt na parę miesięcy. I tyle, i ani nie widać, ani nie słychać całej reszty.

Wiosna ta powinna być dla mnie dość stresującym okresem, tak, jak dla każdego maturzysty, ale mój wrodzony wyjebalizm-na-wszystko pozwolił mi w ten czas nie gubić włosów z głowy i nie przejmować się nauką, czego się miałem nauczyć przez te trzy lata liceum to się nauczyłem. I choć wyniki nie były szczególnie zadowalające, szczególnie angielski pisemny, który napisałem na 28%, to żyło się dalej, co się miało poprawić to poprawiło, nawet z niezłym rezultatem - z 28% na 46%, choć nie uczyłem się wcale, łut szczęścia i tyle. I mniej więcej teraz docieram do pierwszej części ściany tekstu, żali i wyznań, od których pewnie oczopląsu można dostać, przynajmniej tak mi się wydaje.

Alkoholowy aneks: uległem koło dwóch tygodni temu, kuszony smakiem orzechowej Soplicy z mlekiem skondensowanym (polecam). Czy żałuję? Żałowałem przez tamten wieczór, potem mi przeszło. Zupełnie straciłem chęć to picia po to, by się upić, chcę pić alkohol dlatego, bo jest wiele takich, które mi naprawdę nieprzeciętnie smakują, choćby zwykła whisky, mocna bo mocna, ale smak niepowtarzalny. To, że tutaj o tym piszę, nie znaczy, że ktokolwiek z mojego otoczenia o tym wie, nie spieszy mi się z oświadczaniem tego na żywo. A w związku z tym, że ta orzechówka nadal jest w lodówce, to z okazji urodzin wezmę małego łyczka... godzina 01:04, wasze zdrowie, panowie.